Eris
Budzik
przebił świdrem mój sen po raz ostatni, w końcu mu się udało. Otwarte oko szuka czegoś na biurku, po chwili inkaski taras zalany słońcem odsłania skarb. Popijam, drugie oko zamknięte zastanawia się jak obcinasz sobie włosy w taki egzotyczny sposób. Jest ciemno, nie wie. Chce złapać coś latającego w rogu pokoju, to nie motyl, ruch ręki jednak chybia i sam znajduje się w słoiku. Jakie barwy, zmieniam kolorowe okulary z prędkością światła, robi się duszno na dnie, czas otworzyć okno lub otworzyć cokolwiek. W drodze do lodówki wyrasta ktoś w korytarzu, przechodzę po cichu, nie dojrzał jeszcze, niech kwitnie w spokoju. Jego ręce płożą się jakby kusząc, już wiem jak mu będzie ciężko w tym surowym świecie lodowych olbrzymów z małym gumowym zaworkiem z tyłu. Wystarczy jeden ruch i stają się zabawkami, pokracznymi piszczałkami kurzącymi się na strychach.
Spokojnie mija czwartek, kiedyś o tej porze słuchałem radia, odkąd stałem się nieposłuszny niczego już nie słucham. Cierpi na tym ego i moi znajomi, nie krzywdzę zwierząt, które tylko czekają by uczynić mnie swoim łupem, ale podziwiam zroszone pajęczyny i równie ckliwe obrazki. Podziwiałem do czternastej potem przyszli jechowi z promieniami tęczy na twarzach. Szatańskie bliki spod wąsa, brylantowa szminka, bogini Kali i jej miecznik, tym razem nie dostałem hawajskiej książeczki o przygodach Tarzana i Jane, ale zagadkę: czy dostrzegam jak ludzie nie radzą sobie z gniewem? Ledwo stałem na nogach po sobotnim melanżu, nie mam sił przeglądać już wieści o totalitarnej krucjacie na bliskim wschodzie, to zupełnie porysowało moje wnętrze, kiedyś czyste, teraz pełne pęknięć i krzyków spod pazurów bestii, której odór ciągle czuć w internecie, dlatego chyba z niego zrezygnowałem. Idę po śniadanie, w żabce intifada, nie ma bułek, biorę więc zwierzę na spacer. Zimny żubr na parkowej ławce, po raz setny czytam swoje wypociny próbując reanimacji wyciągam nitki o najpiękniejszych kolorach do momentu pewnego zwodniczego spojrzenia.
Wyciągnęła do mnie słoneczne dłonie.
…Eris? – wydukałem
- Choć chłopcze, przejedziemy się na wycieczkę.
……
dla Z.
π
Liczba π zamieniona na wartość binarną poddana obróbce mapowania koloru w Photoshopie.
Z oczywistych względów uwzględniony został tylko fragment ciągu. Enjoy!
w odpowiedzi na wpis w serwisie dezinformacyjnym Ezoterror
Barcelona
Od 20 minut stercze na przystanku, czasem nie wiem kto po kogo tutaj przyjeżdża. Jak w jakimś porcie, różne niezrozumiałe rzeczy wiszą nad głową i czuć wilgocią. Nieczęsto podróżuję, za to intensywnie i zachłannie wgryzam się w owoc wycieczki. Tym razem żadnej podróży nie będzie, muszę iść z buta, odkładam tą decyzję na kolejne 15 minut, palę. Kiedy się pali decyzje są coraz dłuższe, spokojniejsze w przeciwieństwie do życia, widzę poranne fale na morzu i tramwaj X, który właśnie przejeżdża. Zawsze chciałem pojechać tramwajem X, jest tyle pustych siedzeń, mógłbym wybrać któreś dla ciebie potem cie przesadzać jak mnie zmęczysz, albo sadzać na kolanach jak będziesz lekka od rana. Idę, dwa razy cofam się obok fryzjera, sam nie wiem po co , włosy mam krótkie jak moja pamięć, ale jest tam taki skórzany pasek do ostrzenia brzytwy jak na francuskich filmach, a może to archetyp łagodnego ojca bo właśnie mijam kościół, boże. Zachciało mi się piwa na drogę, ale tak na ulicy leci menelem i społeczeństwo teraz mniej tolerancyjne i ja też jakby mniej, skręcam na targ staroci pooglądać okładki winylowych płyt choć nie mam gramofonu. Właściwie to mój dotyk mnie tam rzucił jak dreszcz cisnął w tą ulicę. Chce przebierać w pośniedziałych łyżeczkach i fantazyjnych zamkach, czytam życzenia na widokówce, lato 1914-ego, Helenka oddana córka zasyła ukochanej mamusi moc całusów z Ustronia, widziała fale i prawdziwego żyda. W nic nie wierzę, szukam kominka, takiej knajpy z wypchanymi głowami zwierząt, ceratą na stołach, za ladą farbowana fioka jak z PRL-u, będzie upał w środku to pewne. Najgorsze po drodze są trawniki wydobywające się z błota, ściśnięte spękanym betonem czy co tam to jest z czego robią krawężniki. Kopię puszkę warki aż do świateł, ludzie patrzą na mnie jak na idiotę za ten hałas, melomani spalin i syfu z głowami pełnymi opinii i nut. RA już na zachodzie, żuje gumę za czarną fabryką, zabiera ze sobą wszystkie kolory, podjeżdża 6-tka, która zawiezie mnie do domu, po cichu sprawdzę tylko pocztową skrzynkę. Tanie wakacje w Tunezji jak na youtube, oglądanie po raz tysięczny tysięcy zdjęć, czasem powinienem się wyprasować, wygładzić by tak się zaczepiać o wszystko na drodze. Spokojniej, łagodniej, mniej szorstko zakreślałbym kolejne miesiące w kalendarzu, karmił ptaki na placu w Barcelonie. Gdyby to wszystko było tylko w moim stylu, ‘Ralph Waldo Emerson mówił: ‘Journey, not a destination’. Podróż się liczy, a nie jej cel. Bo to w podróży mija nam czas. Cel jest na końcu i trwa chwilkę.’
Wiem, że Barcelona się nie liczy, liczy się trip. Teraz tylko muszę tym pooddychać.
mikketio
‘mikettio’
lableco athinar atityles ornitern
priesl ofdle pasar stlywo
sonentio ounig ionsual siantern
cankitus eirli tyuth onclese
ckesto marchnod ncedisc lygul
ellasio elesc ealsonst mhlts
mikettio, mikettio!
tleariv
…..
utwór w nieistniejącym języku systemu captha
eksperyment fonetyczny
czytanie po nocach
spontaniczne nagranie z domówki u Kuby
cześć I
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
część II
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
część III
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
zima
Na zdjęciu compañero Krzywy po drugiej stronie lustra w tajemniczej krainie pracowni artystycznej „Furiosa” która w swoim locie przez firmament szalonego kolektywu rozbłysła dnia wczorajszego by schować się przytulnym kącie pewnego wildeckiego mieszkania. Oby tam przezimowała w spokoju do wiosny.









najnowsze komentarze