Lotos i ameba czyli mama i tata chaosu

Nie ważne co myślisz, nie ważne. Serio.
To co oglądasz na ekranie monitora to…jest.
Podnosząc ten prozaiczny fakt wyżej niż potrzeba, nie przywołasz choćby minimalnie wymaganej siły do uprawomocnienia nawet tak znikomego efektu jakiego używa w całkowicie złym guście przemysł Hollywood, jak sygnowanie „efektem motyla” banalnych rozterek młodego amerykanina na temat zdarzeń wymagających wysiłku porównywalnego do wchłonięcia piątkowego hot-doga. Tu nic się nie poruszy, a już na pewno nie będzie z tego żadnego efektu, ani liniowego, a ni dowolnego o którym kiedyś czytałeś. Chaos już skonsumował owo wydarzenie, przeżuł w milczeniu i przetrawiając go nie wydał nawet mlaśnięcia. Zanim zdążyłeś zareagować. Na prawdę to o czym myślisz nie wymaga tak dużego nakładu myśli jak sądzisz, że jest potrzebny by pojawiło się coś NOWEGO (spójrz na ten wpis, powstał z niczego i jest o niczym, a jednak ma nową datę!). To nie jest kwestia ilościowa jak starają się nam to wytłumaczyć na każdym kroku, praktycznie od dzieciństwa. Serio. Dziwię się jak często mogę obserwować świat myśli spotykanych przeze mnie osób potraktowany na podobieństwo głodu, np zwrot „mól książkowy”. Zastanawiałem się dlaczego jak ktoś mówi mi, że kolekcjonuje lub zbiera książki to podejrzewam od razu, że ich nie czyta? Zalatuje konsumowaniem prawda? Zwyczajnie potknąłem się o typowy, kulturowy wdruk, jakże dużo spokoju duszy trzeba mieć, żeby omijać te sztucznie wydrukowane ściany. Myślami się nie posilisz, tym bardziej nie posilisz myślami swojej wiedzy o tym czym jest chaos, w tym wypadku nie widzę nawet powodu do zastosowania terminu wiedza, bo ona oznacza tutaj tylko stosunek pokarm-układ pokarmowy. Anton Wilson pod koniec swojego życia dostrajał się do tunelu rzeczywistości, twierdził, że to jedyne działanie jakie tak na prawdę zachodzi. Może przez swoją chorobę, nie opuszczając zbyt często domu, miał okazję przechować swoje cenne spostrzeżenia w klarownej postaci, pośród popularności masowo dostrajających się do swoich mentalnych tuneli pokarmowych. A jednak ktoś ugasił łaknienie. To jednak było dawno temu w Ameryce.
Co innego, gdy siedzisz na krawężniku zasyfionej, nieustannie deptanej ulicy, vis a vis zaimprowizowanego Lidla, kiedy nawet nie pochłania Cię swoja własna osobowość, kiedy osobowość się kończy. Możemy mówić, jednak nic nie mówimy. Serio. Słowa zostały wchłonięte, przeżute i będą wydalone prze Chaos po trzykroć (jeśli jesteś akurat fanem trójkowego systemu znaczeń ogólnie przyjętego w tak zwanym Starym Świecie) lub w nieskończoność (jeśli nie). Tak mogło by się zdarzyć gdybyś akurat tam był, ale jeśli cię tam nie było, nie możesz być pewien niczego, co tylko mocniej utwierdza mnie w przekonaniu, że 99% słowa pisanego na świecie to zwykłe placebo. Ten banał może Cie odstraszyć od dalszej lektury, może Cię zachęcić, zniechęcić, co wybierasz, ale nie daj się zwieść, że ma on (podobnie jak to co myślisz) jakiekolwiek znaczenie. Serio. Chaos nie kpi, nie żartuje, nie stara się, jest leniwy, można powiedzieć nawet, że jest potulny z naszego punktu widzenia. Serio. Chaos nie ma wymiaru, nie chwycisz go za żadem róg, nie jest figurą, nie jest niczym co znasz, przyzwyczaj się do tego zanim cokolwiek uczynisz wobec niego, zanim cokolwiek postanowisz, pomyślisz, zanim dopadną cię tradycyjnie wdrukowane wątpliwości. Dlaczego? (głupie pytanie, pochodzące ze świata, którego mieszkańcy przez objętościową ramę swoich ciał zorientowali go na ciągłą lokalizację samych siebie) bo tak! Chaos nie jest zdaniem, które chciałbyś intuicyjnie zakończyć kropką, albo znakiem zapytania, który jest ostatnio dość modny na końcu (ja lansuje się nawiasami, są ich aż 3 rodzaje!)
W momencie gdy odważnie płyniecie nurtem myślowej rzeki, a wasze kanou uderzają o brzeg wydając pusty dźwięk: dźwięk bez znaczenia, moje pisarkostwo (kusi mnie by używać tej nazwy) przeczuwa granicę zmęczenia, napotykam nieoczekiwanie człowieka zwącego się Ciapkiem. Ciapek w (tym) czasie kontempluje ruch. Nie powstała onomatopeja dla tego zdarzenia, ona nie może powstać, jakże głupie wydaje się więc pisanie o tym. To co żywe jest powołane do rodzenia się. Teraz i ani chili później. Żaden kabalista nie przyłoży tu wygodnej drabinki do znaczenia, jest zbyt gorąco od tłumu ludzi którzy po prostu są tu z jakiegoś powodu. Wszystkie powody wydają mi się w jednej chwili męczące jak ci ludzie. Wszyscy się uśmiechają i smakują jak ciepły, zwietrzały carlsberg. Jedni idą w nadziei na wolny prysznic, inni idą po bagietki, mineralke, bro, dla każdego gotuje się w prażącym słońcu „woodstacku” strawa realizacji jakichś planów. Idąc wąwozem oczekiwań, nawet nie przeczuwają przyczajonych mimowolnie obserwatorów nurtu (kto by się ich chciał spodziewać?), nudnych, mętnie wyglądających gości siedzących na krawężniku życiowego ekstremum, strangers utajonych myśli, oferujących salto w tył za browar wyzwolicieli z porządku, przyczajonych w nawiasie znaczeń udających cienką linię odgradzającą „jest” od „było”. Z mikrym szyldem wieloramiennej gwiazdy finalnie zdewastowanej przez łysych faryzeuszy odwalali swoją codzienną robotę ratowania świata z kolejnym opałów. To wszystko nie ma znaczenia. Serio. Cokolwiek nie pomyślisz nie spowoduje ruchu w tej drużynie, nie spowoduje ruchu nigdzie poza twoim światem.
Głowisz się nad czymś?
Usiądź- mówią- i przestań myśleć do jasnej cholery, jest za gorąco. Przestań wprawiać w ruch odwieczną machinę zbędnej umysłowej energii. Nie możesz przypomnieć sobie powodu dla którego tu jesteś, a chcesz ogarnąć czym jest TO wszystko. Ronisz tylko niepotrzebnie łzy szepcze Eris.
Okultyzm to potężna broń mówi człowiek, który zbadał ekstremum swojej chęci wobec okultyzmu. Od wniosku do konkluzji towarzyszy nam niezmienny tłum, który niczego nie objaśnia i i nic nie znaczy. Chęć przeżywania i odciśnięcia śladu na wszystkim czego doznajemy staje się zmorą, która zupełnie jak ta senna dusi klatkę piersiową. Prześladuje Cię własna samoocena? Porzuć ją niczym niewdzięczną kobietę szepcze Eris. Jestem ladacznicą lepszą od Lilith, lepszą od wszystkich, nie wymagam od Ciebie niczego poza zmianą pozycji gdy się tylko nudzisz. Jak często się nudzisz?
Mój browar przecieka, oferuje go pewnemu typowi na krawężniku, któremu to nie przeszkadza. W tej dolinie wszyscy to rozumieją, że bro jest cenniejsze od wody. Tu chęć aprobaty staje się pychą, a niemal milionowy menisk staje się wszystkowidzącym okiem, przypatrującym się w zdumieniu jak w gumowych klapkach maszeruję w nadziei nadejścia trzech królów niosących rave.
W obozowisku niepozorni okazują się pozorowani, nieoczekiwani okazują się czekającymi, moje harmonijki wybrały ostatnią podróż ich życia, koło fortuny oszczędziło tylko węża Stefana, może dlatego że jest to jedyne stworzenie jakie czyni swoją wolę absolutnie podług miłości.

Comments
5 Responses to “Lotos i ameba czyli mama i tata chaosu”
  1. Margarithes pisze:

    rzeczywiście chaos :)

  2. Dr Sonnelus pisze:

    Biję pokłony przed owym spojrzeniem oraz przed owym jego przelaniem w słowa.

  3. Dziewczyna Gary'ego pisze:

    Twoje ulubione pączki z czarną galaretką powrócą w wielkim stylu. Dopiero wówczas Stefan będzie mógł cię opuścić.

Leave A Comment