universum w pepsi
Totalna zwała w pracy, chyba nigdy się już nie wyśpię, umrę z piątku na sobotę, a potem jeszcze raz z soboty na niedzielę i tak wiele, wiele razy. Jak morski żółw; morze wyrzuci mnie na plażę w poniedziałek. Na plecach.
Piję sobie pepsi, w środku lustra, na powierzchni unoszony napięciem powierzchniowym wiruje mały, brązowy bąbelek cieczy. Odbija w sobie cały świat komputerowego pokoju. Przypatruje mu się przez chwilę i zaczynam pić. Bąbelek uniesiony falą odpływa do tyłu butelki. Zapala się żaróweczka. Na umownej powierzchni galaktyki unosi się Słońce. Być może to nie ekspansja wielkiego wybuchu nadaje pęd ciałom, ale gigantyczna czarna dziura, która wsysając materię i energię tworzy falę odśrodkową? Być może Nassim Harramein ma rację w swojej teorii o czarnych dziurach leżących w podstawie energetycznej każdej cząstki? Może ja mam rację? W każdym bądź razie, butelka do połowy pełna i masa pracy. Byle do piątku panie Dominiku, byle do piątku.
Naukowy tydzień pod postacią zagadki cząstek oficjalnie rozpoczęty.



A gdy bąbelek pękł, głos z butelki powiedział…
„Dzisiaj spotkałem diabła kazał mi ciebie pozdrowić”
odparł bym: pozdrów starego, kiedyś go odwiedzę, ale…niech nie spodziewa się mnie jutro.
Niestety nie dostałeś przepustki za kulisy piekieł…
Umrę taka brudna od tej pepsi? O raju!
Oj tak Panie Dominiku, byle do piątku a później ten mały brązowy bąbelek powędruje tam gdzie nigdy nie powinno go być i nastanie era po-pepsimalizmu…
ah…oh…ymmm…świetnie, super, tylko marzę o tym aby skąpać się w bąbelkach pepsi, przeleżeć tak przez cały weekend może od rdzewieją moje mechanizmy…
P.S przyłączysz się? :)
podziwianie Waszych wpisów było nie lada przygodą, niestety śnieg utrzymuje się niezaprzeczenie, czekam na wiosnę.
Podziwianie wpisów jest przygodą…hmm ciekawe stwierdzenie…ale kąpiel w bąbelkach jest jeszcze lepszą przygodą. Obojętnie czy świeci słońce, czy leży śnieg…