kropka czyli tekst bardzo męczący
W pewne dni jestem lżejszy od planet, trudno powiedzieć w jakie, ale pamiętam je jak były. Teraz jest za wcześnie by przychodzić lub odchodzić od znaczeń ciężaru czy jego braku. Jest za wcześnie by w ogóle być, raczej przechowywać swoje trwanie jak na półce w pudełku, było by właściwszym określeniem dla tego czasu, kiedy jest za wcześnie. Teraz jestem bardziej zakończony czarną kropką. Wielką jak kanion, bo jej czerń prawie idealnie przypomina gumę i kiedy się rozciąga zobaczyć można kanion z tysiącem przyczep na dnie. Całe dzikie osiedle przyczep (rozkłada szeroko ręce, by pokazać jak jest całe) zamieszkałe przez marzenia, które z nieskończoności i braku zajęć spraszają tam coraz nowych znajomych. Pewnego dnia kanion się przepełni i z małego okienka pewnej przyczepy zniknie w końcu widok rdzawych ścian kanionu zastąpiony przez cokolwiek innego, ale nie kanion i zacznie się afera: granice, słupki, dzielenie, przepychanki słowem rozgraniczanie. Tak powstanie podział na marzenia lepsze i gorsze. Oczywiście zostawią mnie z tym wszystkim bym męczył się z wyborem, bym lubił jednych, afektował innych, skłaniał się, odżegnywał. Szarość będzie okręcać wszystko jak widelec, a ja zostanę na rozdrożu między jednymi i drugimi z wyrwaną klamką od drzwi środkowych- bezpiecznego wyjścia z ozdobną, ceramiczną tabliczką z zagadkowym napisem ‘tórks’.
coś przerwało moje rozmyślania, jakby chrobot.
-po co czytasz moje imię? -chrobot najwyraźniej mówił.
-kim jesteś? – Zdrętwiały mi palce z niepewności, która nie ma nic wspólnego ze strachem, to całkowicie inne uczucie, niezależne od ilości odwagi, albo w ogóle od jego występowania w danym momencie, jak np. niezidentyfikowane dźwięki dobywające się znikąd.
-jestem „tórks”- powiedziało coś przypominającego żółwia. Jak się potem okazało najbardziej zajęte stworzenie na tym świecie. serio.serio.
c.d.n.n.



Nie zmęczyłam się…
:)