gadana
z cyklu zainspirowani rapem, zarzucam dwa freestyle’owe teksty: Magdy Gałkowskiej oraz mój.
Nie wiem czy to próba pokazania zamulonym parówom w osrałkach jak się pisze, ale na pewno kupa-dobrej-zabawy-joint-adventure.
Sprawdźcie to! :)
EEG-Magda Gałkowska
dla Justyny Krawiec
patrz na usta siostro, teraz będzie ostro,
choć nie jestem Foksem, to pojadę z koksem,
a wersy z mojej ręki zabrzmią dziś jak jęki
tej rozkoszy, co się nadal w nas panoszy
gdy siadamy do pisania, moze to już mania?
lub wewnętrzny imperatyw, gdy patrzysz na negatyw
z rosnącym napięciem, chcąc wywołać zdjęcie.
działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?
mężczyźni jak motyle, barwne i na chwilę
zapomnienia, potem smuga cienia, coś się zmienia
w naszych głowach, nie ujmiemy tego w słowa
i nie trzeba, wszystkie chmurne nieba
mamy w sobie, jeśli coś po Tobie pozostanie,
niech to będzie wiecznie niespokojne drganie,
rezonans magnetyczny, suma punktów stycznych.
działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?
telefony, esemesy, zostawiane tropy, wtopy
zaliczane jak kolejne egzaminy, głupie miny,
dwie dziewczyny w różnym wieku, wciąż na fleku,
jeśli skumasz nas człowieku to masz Nobla,
powygina cię konkretnie tak, jak w pasodoble
jest napięcie, krótkie cięcie, krew i flaki
pozwól na zbyt wiele – zostawimy znaki na twym ciele.
działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?
w cokolwiek zagramy, zgarniamy dwie damy,
jedna para, a trzeba się starać. nie ma bata.
nie chcemy się dowiedzieć, co nam powie tata
oraz wszyscy święci, dobrze nam się kręci
pojebana karuzela, od pogrzebu, do wesela
mamy w rękach broń, popłyń, albo toń.
mamy w rękach broń, popłyń, albo toń.
działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?
nie jestem żaden madafaka, jestem zwykłym kolesiem-
Dominik Kania
ogryziona do ości każda litera
to sponiewiera mnie,
nic nie usłyszę,
tak robi każdy tekst,
który pisze, spycha mnie w cisze
to zakołysze mnie
prosto w pustkę, tam zadyszę i
wyzionę ducha, taka podpucha, ja nie umieram
to nie cholera, powstanę z grobu
wychyle za nas obu wódkę zimną jak poranek
za przyjaciela już
bez kajdanek moralności i etyki
to cholerne wnyki postkultury, same bzdury
każdy w nie wpada, bo nie wypada
żyć samemu, swoje ścieżki penetrować,
trzeba zachować i dopilnować chorej maski
z bożej łaski oświeconej
choć popierdolonej i nie twojej
to od dziecka narzucon ej
więc się uwolnij, odepnij pasy
i nie pierdol że takie czasy, ciasnych ulic
jak gardeł ghuli, co połykają
tych co przystają, to jakaś bzdura,
nie trzeba pędzić, po prostu czekaj,
gdy zapłonie zamiar to nie uciekaj, tylko działaj
silnik odpalaj i nie zapierdalaj
na oślep
zwiedzaj krainę, podziwiaj teren
nie jesteś bullterierem
od przemykania i kątem oka rzucania
na prawo i lewo
i chuj ci z tego jak nic nie widzisz,
otwórz oczy i się zatrzymaj
tu i teraz-to się zdziwisz.
yo

