w drodze do podziemnej krainy
w pewnej niedalekiej godzinie
na samym ostrzu miecza materialności zawiesiła się kropla.
kropla nosząca w sobie odbicie całej energii jaka wprawiła w ruch
miliardy komórek tworzących moje ciało. przez chwilę zadrżały jakby
czekając na znak by się zatrzymać i podążyć bez porządku w przeciwne
strony. cisza rosnąca pod ciemnymi chmurami zaciskała się na szyi
wąskiego pasa który jeszcze nosił w sobie ostatnie promienie słońca.
za szybą pantomima ptaków wypędzanych z nieba na ziemię wieszczyła
co najgorsze. wtedy otworzyłaś zakurzone drzwi z przeszłości
do teraźniejszości przykładając płomień do martwej lampy.
światło wessało wszystkie komórki swoją pieśnią życia
tylko tak mogłem znaleźć wyjście i ocalenie. wynurzając się z jaskini
postanowiłem odnaleźć stado podążyć za nim w kierunku życiodajnych
ziem odszukując po drodze porzucone narzędzia i zagubioną wiedzę
która pomoże zbudować nową cywilizację. daleko od ruin które
wybrałem na swoje schronienie oddaje je teraz wieczyście
niebezpieczeństwom które upatrzyły sobie to zapomniane miejsce
jakby było najcenniejszym dla nich skrawkiem pod słońcem.
teraz muszą sycić się resztkami bo mnie już tam niema.
za to ślady stada są blisko trzeba przebyć tylko kilka wzgórz
i będę na miejscu na wielkiej wyprawie do podziemnej krainy
lata. tak postanowiłem przetrwać zimę


Gdzieś na drugim końcu chwili, wśród ruin starego pałacu mieszkamy, i choć się nie widzimy to mijając się przenikamy… Pozdrawiam gorąco :*
:)
wtedy to bardziej było :( teraz jest (::)