Mind is your enemy?
Mind is your enemy? Yes! Stop your internal dialogue.
(U.G. Krishnamurti&Bill Hicks)
Post w nawiązaniu do wybitnego komentarza Maryanne Amacher do wpisu „Zagadka” oraz refleksyjnego mentalflow po seansie doskonałej produkcji Guy’a Ritchie’go „Revolver” (thx Dobku za polecenie). Wpadłem na trop, iż:
Domeną umysłu nie jest on sam i jego działanie, co eliminuje wszelkie jego starania na polu do wzniosłości w jakimkolwiek kierunku. Umysł jest jak olej w wodzie. Nie wypływa dzięki swej wyższości, ale zwyczajnej gęstości strukturalnej. Bez żadnej zasługi figuruje na salonach naszych decyzji i wyborów, tylko dlatego, że wybija się ze swoim głosem jak wszędobylskie radio, którego nie można wyłączyć. W kwestii filmowej, umysłowy sobowtór oznajmia, że wszystko przeminie, a on pozostanie, nawet teatralnie wypala sobie w łeb po czym wstaje i oznajmia z grymasem szaleńca „jestem tu nadal stary”. Kwestią wiary pozostaje czy poddać się jego dyktaturze przyjmując że jest osobowością, czy odrzucić jego nieustający, uzurpujący świadomość dialog.
Co jednak pozostanie po jego odrzuceniu? Jeśli umysł jest osobowością, to kto odrzuca jego dominację?
Przypomina mi się dialog z kolegą (Krzywy)
- Kim jest „ja”?
- A kto pyta?
- ooooommmm
(mam często ochotę nosić przy sobie taki buddyjski dzwonek, bo okazji po których należałoby oznajmić przejście na kolejny level jest mnóstwo, szczególnie rozmawiając z tak światłymi ludźmi z jakimi mam okazję od czasu do czasu zaszczyt rozmawiać)
Gdzieś pomiędzy etapami komunikacji ze względu na swoista odrębność następuje zniekształcenie jak piszesz Maryanne Amacher, ale kto w takim razie dostrzega to zniekształcenie? Być może to samo co postrzega wiarę w wymiarze irracjonalnego cośtam ;)
na fotce oczywiście Eris. Jej nie mogłoby zabraknąć w takim filmie.



rozumiem, że dwie ostatnie kwestie łączysz. wobec tego wystarczy mi podważyć jedną. dlaczego umysł nie może widzieć zniekształceń własnej emisji? przecząc umysłowi niekoniecznie prowadzę z nim walkę. może ona być wytworem samego umysłu, stymulująca jego rozwój, podobnie jak samokrytyka umysłu, dostrzegająca swoje braki w kwestii komunikacji. jeśli powiesz, że wtedy wg tego co powiedziałam, samokrytyka miałaby służyć samodoskonaleniu umysłu w komunikacji, powiem, że doskonalić się może w obrębie samego siebie, a przykładem może być doskonalenie w komunikacji z mną samą, pogłębianie samoświadomości.
mówiąc, że wiara jest domeną ludzi myślących, wyraziłam się potocznie. miałam na myśli niekoniecznie intelekt. inteligencja może objawić się u kogoś, kto posiada na tyle głęboką skierowaną do wewnątrz siebie samoświadomość, żeby dokonać rozróżnienie siebie od umysłu, najpierw pojęciowego, potem rzeczywistego.
jeśli kwestią wiary jest dokonanie wyboru utożsamienia lub nieutożsamienia się z własnym umysłem, wiara jest autonomiczna i nie jest kwestią umysłu. ok, lecz kto dokonuje tego wyboru, jeśli nie umysł, którego domeną jest poznanie?
@MA: [dlaczego umysł nie może widzieć zniekształceń własnej emisji?]
tutaj sprawa nie jest ani prosta ani oczywista.
Zakładam nieśmiało, że umysł nie może nic widzieć, przypomina mi samowykonywalny algorytm, który rozbudowuje się w granicach własnych swoistych funkcji, nie może jednak utworzyć pętli o odmiennej strukturze od reszty. Ostatnio była taka rozkmina na temat sztucznej inteligencji, czy jest możliwe jej zaistnienie, w sensie czy jakiś algorytm (bo komp to nic innego jak skomplikowane liczydło) który w wyniku „bożej iskry” zorientuje się, że popełnił gdzieś błąd. Podobno zdarzyło się tak niedawno w Indiach. Komputer wykrył nieprawidłowość w algorytmie, który wykonywał, nie wskazując na nieprawidłowy wynik ale na brak możliwości spełniania warunków algorytmu dla prawidłowego wyniku. Można to uznać za objaw inteligencji komputera.
Ale mamy tu do czynienia z błędem, a zniekształcenie o jakim piszesz to dopuszczalna (?) amplituda.
Umysł musiał by znać poziom normy i traktować go priorytetowo by uznać zniekształcenie jako wadę emisji.
Sądzisz że umysł może mieć takie wytyczne?
Uważam że nie.
Chyba, że…znałby wszystkie możliwe struktury jakie może przyjąć, wtedy kierował by się tylko tymi najbardziej rozwojowymi jak sądzę.
to jest bez sęsu.
Uchu, za mądrze gadacie, albo mi się tylko wydaje, idę sprawdzić zwoje :)
@ Fra K
nic podobnego, to smakowity kęs z sęsem. Może wybiega poza ramy thelemy, ale ramy pasują dobrze tylko do obrazów ;)
@Margo
nasze mądrzenie się to tylko iluzja, ale kochamy ją jak swoją własną :D
ja uważam umysł za coś dynamicznego w sensie bardziej naturalnym niż mechanicznym. jego rozwój determinuje czynnik doświadczenia, to znaczy że każdy etap określa następny, i jest tylko jednego etapu skutkiem i przyczyną, jak w ewolucji, bez znajomości wyniku końcowego. algorytm jest skończony – ma wzór stały, z którego w każdej chwili można przeprowadzić wynik, nie kończąc zadania i nie przechodząc w ogóle zadnych etapów.
algorytm jest programowany co zakłada przeprowadzanie go w jakichs interwałach, a żadne stosunki w umysle nie sa proporcjonalne oprócz funkcji biologicznych.
w przyrodzie wybór drogi najbardziej ewolucyjnej dokonuje się ciągle poprzez oddziaływanie części w ramach całości dążącej do spójności. algorytm natomiast jest potrzebny przy tworzeniu maszyny, która żadnych instynktów samoocalających nie ma, więc w zasadzie nie ma żadnego celu. a nie można zaprzeczyć, że umysł podlega rozwojowi. zaprogramowany osiągnąłby go już od wieku niemowlęcego i zachowywał na stałym poziomie.
ponieważ rozpatrujemy kwestię komunikacji, zakładamy, że umysł wchodzi w oddziaływanie ze środowiskiem i tu następuje zaburzenie wymiany informacji, która miała sprzyjać jego dopasowaniu. jak byś widział kwestię komunikacji między komputerami?
i tu raczej masz rację, że umysł nie wykryje zniekształcenia. w przypadku błędu informacja wychodząca nie pokryłaby się z odbieraną, a przeciez w ramach konwencji porozumiewamy się normalnie i to podobieństwo służy celom natury. zniekształcenie występuje w wymiarze samego procesu i kontekstu, której konsekwencją jest konturowa informacja. i tu bym widziała Twoje porównanie do zobrazowania antagonizmu między informacją, która jest abstrakcyjnym wzorem, a procesem myślowym, który jest organiczny i złożony. wzór nie może być traktowany jako błąd, mimo że opisuje tylko skutek.
jeżeli nie jest to Twoim zdaniem kwestią umysłu, to znaczy ze człowiek nie widząc doskonalenia w dopasowaniu, posiada umysł funkcjonalny dla organizmu, a dysfunkcyjny dla niego i jego celu, o ile nim jest rozwój.
to znaczy ze narzędzie do rozpoznawania zniekształcenia w gruncie rzeczy jest niemożliwe z punktu widzenia ewolucyjnej natury jeszcze bardziej niż z punktu widzenia zamkniętej matematyki.
wybacz za bezczelną anektację przestrzeni publicznej xD czasami zapominam, że to nie mój blog
muszę spalić esencje inspiracji by stanąć w pełni gotowości na wysokości tego co napisałaś. Fhhuuu…zielona chmura spowija ekran, i’m ready Eddy :D
Odnosząc się do części pierwszej-
determinacja etapu jest naturalna, a nie mechaniczna, tu się zgodzę, jednak przebiega według dyrektywy systemu na jakim opiera się działanie umysłu, a to już można podciągnąć pod algorytm, bez dwóch zdań. Dowodem na to jest istnienie zapisu DNA i jakkolwiek dynamicznie by go nie pojmować jest to zapis uwarunkowany, posiada więc zmienne. Chylę czoła przed Terencem McKenn’ą, który zobaczył w tej przestrzeni ‘przejaw’ a nie program możliwości rozwoju, jednak ten pzrejaw zamyka się w ramach zbioru zmiennych dyktujących jego rozwój vide zajebista gra Eufloria (polecam) gdzie projektujesz biotop w sposób spontaniczny a jednak uwarunkowany zdolnościami rozwojowymi organizmów.
Konkludując. Umysł i jego rozwój to proces uwarunkowany, iluzja dynamiki wynika z braku postrzegania tych uwarunkowań. Nie podobna przecież śledzić procesów, które nimi rządzą, podobnie jak luki pamięciowe tworzą deja vu tworząc iluzję ponownego przeżycia tego samego zdarzenia. Będę obstawał przy twierdzeniu, że odbywa się to na podobieństwo algorytmu. Skojarz np. film „Pi”
Part II
Stosunki w umyśle wydają się być nieproporcjonalne, bo nie możemy stanąć obok i swobodnie obserwować tych procesów. Są dla nas zbyt głębokie, a dokładniej dla naszej uwagi, która z reguły jest rozproszona. O tym pisał U.G., to co analizuje (umysł) nie może jednocześnie śledzić swojej pracy. Miałem na końcu języka jakiś kolejny film, ale zapomniałem :D
part III
nie wierzę w ewolucyjne ciągoty części w ramach całości, może dlatego że biologia jest dla mnie zbyt zagadkowa. Znasz historię mitochondriów? to jest jak fuzja organizmów z innego świata. Co do braku mechanizmów samoocalających to prawda, determinuje to całkowicie nowy wymiar pracy porównując umysł do maszyny. Tu moja teoria algorytmu zdaje się kuleć.Jednak co do celu, tu jest zagadka, nie uważam, że podtrzymanie funkcji życiowych jest priorytetem dla umysłu, jest zbyt mało związany z ciałem. Przykład: w sytuacji zagrożenia szybciej reagujesz niż myślisz.
part IV
komunikacja między komputerami przebiega na płaszczyźnie informacji. My mówimy, dekodujemy, komputery robią to samo, kwestia rozpoznania istoty samego języka, jego natury jak pisał Witgenstein. Język jest tworzywem wszystkiego co mamy w kwestii wymiany danych. Nie samej logiki znaków, ale pojęcia znaczenia języka per se. Przywołując Korzybskiego: „mapa to nie terytorium” by się poruszać suche dane są nie istotne, istotą jest rozumienie przenośni informacji, pewnego skrótu. Komputery nigdy tego nie osiągną, dlatego sądzę że sztuczna inteligencja i kontakt maszyn jest niemożliwa. Na razie.
part V
umysł nie koreluje z odmiennym wzorcem i nie ma w tym kolizji ponieważ używamy skrótów. To iluzja zrozumienia, tak na prawdę niemożliwa jest komunikacja tak samo między komputerami jak i między ludźmi, co U.G. zawarł w swoim powiedzeniu „You see nothing!!”. Odbierasz informacje w swoim zbiorze zasobów, ale nie masz żadnej pewności czy przystaje do rzeczywistego przekazu innej osoby, bo nie masz wglądu w jej zbiór. Paradoks kryje się w skrótach myślowych, które zakorzenia język. O tym właśnie pisze Witgenstein.
part VI
umysł w moim mniemaniu działa na potrzeby podtrzymywania status quo, jest to bardziej rozwinięta deterministycznie funkcja instynktu zwierzęcego. Nie ma celu, ma zadanie by bronić wszystkiego co możemy wykonać przez okres pamięci krótkotrwałej, nawet jeśli jest to destrukcyjne. Spójrz jak bardzo destrukcyjne są choroby psychiczne mimo braku uszkodzeń w chemii czy biologii mózgu. Umysł to defensywne narzędzie programowania, bez zaangażowania w potrzeby organizmu. Rozwój go nie interesuje, jest jak daltonista dla którego każdy kolor jest szary, nie staje po stronie żadnego z nich.
part 666
odbiór zniekształcenia jest niemożliwy, podobnie jak elektron nie jest w stanie ocenić, czy jego ruch jest właściwy czy nie. Jest zdeterminowany przez siły (?) podobnie jak umysł jest zdeterminowany przez bodźce zmysłów. Jest jak Rambo, gotowy na wszystko bez świadomości o co walczy :D
dobrze że jutro piątek, hot dogi nie wymagają tyle zachodu :)
wkręć się w jelita własnego stylu, kacie. na łikend nie zadaje się prac domowych..
na tym etapie robisz trudno. wiadomo że w naturze obie klasyfikacje naukowe szwankują, bo ani ewolucji nad poziom ponadorganiczny wznieść na pewno nie można, ani algorytmu nad poziom ponadkomórkowy. a gdybyśmy do któregokolwiek chcieli przywiązać umysł, musielibyśmy go potraktować jako kawałek ukrwionej i unerwionej tkanki. dlatego odniosłam się tylko do ewolucji, a nie np. do wirusa, który również ma biologiczną dyrektywę, bug byłby mutacją, a zniekształcenie ślepym zaułkiem ewolucyjnym. dlatego dna, jakkolwiek słusznie o nim mówisz, nie uznaję jako dowodu, bo nie mówimy o mózgu.
źle by było też tworzyć sztuczne granice i w ich obrębie zawężać umysł do czegoś anaturalnego – mechanizmu lub systemu. system matematyczny też jest systemem naturalnym, bo należy do rzeczywistości. wydaje mi się, że o przynajmniej dualizmie natury umysłu świadczy związanie go z funkcjami mózgu – przykład: ból. wpływa na dysfunkcję umysłową w obrębie woli, jako wrażenie wpływa na podświadomość, ale w organizmie hamuje tylko wybrane funkcje. ale zgadzam się co do braku wspólnych z organizmem priorytetów umysłu. jego rola w biologizmie organizmu nie jest jasna.
w partiach iii-vi nie mam zbyt wiele do dodania, z wyjątkiem tego że daltonizm troszkę inaczej działa i Twoje porównanie chybia, ale to detal :)
nadal jednak nie zgadzam się z wiązaniem umysłu z programowaniem, narzędziem. skoro przyjmujesz za punkt wyjścia to, że umysłu nie interesuje rozwój, należałoby wyjść od tego – nie wiem. po prostu nie mam do tego przesłanek. oprócz jednej:
jeżeli celem umysłu jest zachowanie siebie, w destrukcji organizmu miałby korzyść tylko wtedy, gdyby nie był zamkniętą całością. vonnegut posługuje się taką metaforyczną bajką sci-fi protokoły mędrców trafalmagorii, w której wyższe długowieczne bakteryjne formy życia używają istot ludzkich jako plantacji do samodoskonalenia. wyniszczanie ludzkości chorobami miało na celu udoskonalanie ich mutacji. jednak umysł ani nie migruje, ani nie jest ponad swoim jednostkowym bytem. nie jest w stanie też znaleźć doskonalszej formy bytu niż w człowieku. w związku z tym rzeczywiście nie ma przesłanek do rozwoju.
cała teoria krisnamurtiego jest w moim stylu, do punktu o status quo. i jako taką byłabym gotowa ją zaakceptować, obstając jednak przy tym, że umysł dla człowieka jest dysfunkcyjny, nie wrogi. w pojęciach destrukcji, charakteru defensywnego i jakiegokolwiek ustosunkowania umysłu do człowieka widzę zaczątki demagogii.
co do zniekształcenia – znów bodźce mieszają jak dla mnie funkcje mózgu i umysłu, mój własny argument z tym samym skutkiem trafiał do mnie lepiej xD
o mózgu nie było mowy, co racja, to racja, z tym DNA strzeliłem trochę z biodra.
Piszesz: „jego rola (umysłu) w biologizmie organizmu nie jest jasna.”
osobiście uznaję, że jego rola jest jasna jak słońce, odpowiada za rozpoznawanie warunków środowiska w których znajduje się ciało pod kątem sprzyja/zabija. Pozostałe funkcje umysłu są dla ciała zbędne i obojętne.
Przeczuwam, że u podstawy Twojego rozpoznania roli umysłu jest założenie istnienia osobowości. Tak tylko przeczuwam, bo piszesz o tym, że „gdyby celem umysłu było zachowanie siebie to miałby korzyść…” korzyść to akcja przyporządkowana osobowości i tu się sprawa komplikuje, więc się na chwile zatrzymam.
nie chodziło mi o konflikt ciała i umysłu, ale zupełnie różny ich poziom bytowania, gdzie ani jedno, ani drugie nie może siebie przeniknąć, nie wspominając, że to pierwsze w zasadzie jest tylko iluzją.
Problem w tym, że korzyść w każdej jego odmianie prowadzi zawsze do przyjemności, ,a ta ma znaczenie tylko umysłu. Ciało utrzymuje sensytywność, nie dąży ani do bólu, ani przyjemnośći, ma to gdzieś. Umysł może mu w tym tylko pomagać lub przeszkadzać, jeśli więc osadzi się w jakiejś akcji, to zaryzykuje życie ciała by podtrzymać swoją funkcję i tu dochodzi do konfliktu. Na szczęście ciało ma jak niegdyś Borys Jelcyn czerwony guzik i potrafi wyłączyć myślenie, gdy znajduje się w krytycznej sytuacji. Ciało odpoczywając zawsze zawiesza umysł, inaczej ten by go zadręczył swoimi impulsami. Dzieje się to codziennnie podczas snu.
Tak więc to nie jest tak, że jest korzyść lub strata, są różne zasady działania, głównie w wyniku tego, że umysł przestał być dla ciała funkcjonalny :) Dlaczego tak się dzieje to zupełnie inna kwestia.
Umysł jest tylko po to by chronić ciało, wszelka nadprodukcja jaką się zajmuje zamiast swojego zadania wytrąca ciało z równowagi, marnotrawi zapasy energii i niepotrzebnie stymuluje organizm intensywną chemią. Nie wiem w którym momencie i dlaczego umysł przestał pełnić swoją funkcję. Być może to co przeżył U.G., co nieporadnie nazywając jest „spaleniem się w strumieniu życia” wpędza umysł w taką trwogę, że przestaje się zajmować czymkolwiek poza swoim zadaniem. Nazwał bym to pokonaniem osobowości. Widzę w tym również analogię do okultystycznej walki z Choronzonem, przejściem otchłani, oraz praktykami posiadającymi rytuał przejścia i odrodzenia. Ale to na marginesie.
Tą destrukcję umysłu widzę w odejściu od jego roli. Pewnie jedzenie ścierwa (głównie padliny) przez naszych przodków popieprzyło im genotop ;)